niedziela, 1 lutego 2015

Siedemnaście.

     Po raz ostatni splunąłem do zlewu i przepłukałem twarz zimną wodą. Wyglądałem jak gówno, czułem się trochę gorzej. Jak można być takim skurwysynem i zrobić coś takiego tak uroczej osobie jak Kira? Co prawda, dziewczyna powiedziała mi, że ją tylko wykorzystał, a ja nie pytałem jak konkretnie. On mnie oświecił, wraz ze wszystkimi szczegółami, od których aż zrobiło mi się niedobrze. Śmiał mi się prosto w twarz, za co oberwał, dosyć porządnie. Z rozmyślań wyrwała mnie dziewczyna, która weszła do łazienki.
-Wszystko w porządku? - spytała, stawiając na szafce apteczkę. Nie chciałem, by widziała mnie w takim stanie.
     Było mi cholernie przykro, a nawet trochę głupio, za to, jak zachowałem się ubiegłej nocy. Ten frajer ją zgwałcił, a ja miałem czelność się do niej dobierać. Przecież mogłem się domyślić, co jej zrobił, skoro skończyła szlochając w moją poduszkę. 
   Westchnęła i położyła dłoń na moim ramieniu. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy poczułem jej delikatny dotyk na kawałku nagiej skóry. Powoli zaczęła ściągać ze mnie podartą koszulkę, przy okazji nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Ja natomiast spojrzenie wlepione miałem w podłogę, nie miałem odwagi go unieść. Wzięła do ręki moją dłoń i przejechała po kostkach wacikiem, nasączonym wodą utlenioną. Syknąłem cicho i wyrwałem rękę.
-Przecież to tak nie boli. - zaśmiała się krótko i chciała powrócić do poprzedniej czynności, ale jej nie pozwoliłem. - Co jest?
-A co ma być? - mruknąłem, lecz w dalszym ciągu nie podniosłem głowy. 
-Zayn, co jest? - spytała ponownie, ale ledwie zauważalnie pokręciłem głową. - Kurwa, popatrz na mnie!
-Daj mi spokój. - odwróciłem się do niej plecami i sam zacząłem przemywać rany. Poczułem mocne szarpnięcie.
-Zachowujesz się jak gówniarz! A to ja mam osiemnaście lat. - dodała szeptem i prychnęła, jednak po chwili jakby się otrząsnęła. - Próbuję ci pomóc, bo to przeze mnie dostałeś, ale oczywiście musisz mnie od siebie odpychać! Brawo, Malik, rób tak dalej.
     Nie dała mi odpowiedzieć, bo ze łzami w oczach, wyszła z pomieszczenia. Zastanawiałem się, czy faktycznie bym coś jej odpowiedział, czy dalej starał się ją ignorować. Po jej słowach poczułem się jeszcze gorzej, bo zabolały bardziej, niż rozwalenie połowy twarzy. Byłem pewien, że wylewa teraz łzy w poduszkę, albo szuka pocieszenia w ramionach Nialla, co jeszcze bardziej mnie zasmuciło. Może faktycznie przy nim byłoby jej lepiej? Blondyn wcale nie krył się ze swoimi uczuciami, sam przecież byłem świadkiem ich pocałunku. Po raz pierwszy mnie uderzył i to właśnie w jej obronie. Może nie powinienem był się wtrącać w ich powoli rozpoczynający się związek? Louis byłby szczęśliwszy, wiedząc, że między tą dwójką coś jest. Wolę nie wiedzieć jak zareagowałby, gdyby Kira powiedziałaby mu, że jesteśmy parą. Przecież on by oszalał! Horana jeszcze by jakoś zdzierżył, zwarzywszy na to, że jest trochę bardziej odpowiedzialny. Prędzej czy później by jej się oświadczył, wzięli by ślub, oczywiście w jakimś bajkowym stylu i zamieszkali w przytulnym domku w Irlandii. A ja? Co ja mogłem jej zaoferować? Zniżki na tatuaże, które sama mogła sobie zrobić? Kolejne blizny na nadgarstkach i psychice? Nie mogłem do tego dopuścić. I choć tak bardzo nie chciałem, musiałem sobie odpuścić. 
*
-Wychodzę! - krzyknęłam do dwójki, siedzącej na kanapie. Głos mi trochę zadrżał, ale zanim któryś zdążył spytać o co chodzi, zatrzasnęłam za sobą drzwi.
     Nie miałam pojęcia czemu było mi tak przykro. Otworzyłam się przed nim, wyjawiłam mu każdy szczegół z mojej popieprzonej przeszłości, przyznałam się, że coś do niego czuję, a on tak po prostu mnie olał. Mogłam przewidzieć, że tak będzie. Kto normalny chciałby mieć do czynienia z kimś takim jak ja? W jego głowie wciąż siedziała Perrie, pani idealna. Cóż, to nie było dziwne, byli ze sobą kilka ładnych lat, planowali ślub. Kim byłam ja, w porównaniu do tej ślicznej blondynki, z nieziemskim głosem i uroczym uśmiechem? Wariatką...
     Krążyłam po mieście, bez konkretnego celu. Zaczynało się powoli ściemniać, wiał niemiłosierny wiatr, ale nie miałam ochoty wracać do domu. Nie chciałam pokazywać się Louisowi i Niallowi w takim stanie. Musiałam się najpierw uspokoić i trochę ochłonąć.
     Sama nie wiem czemu zatrzymałam się pod blokiem, w którym mieszkali Felix i Victoria. Chyba moja podświadomość od początku mnie tu kierowała. Widziałam zapalone światło w pokoju chłopaka, więc weszłam do klatki i pokonałam dwa piętra. Zadzwoniłam dzwonkiem i odczekałam chwilę, zanim otworzył. Wyglądał na dosyć zaskoczonego, że mnie widzi, ale bez pytania wpuścił mnie do środka. 
-Jest Vic? - spytałam, na co pokręcił głową.
-Pojechała do Liverpoolu, jej siostra bierze ślub. Co się stało, Tomlinson? - popatrzył na mnie, przekręcając głowę w lewą stronę. Westchnęłam.
-Potrzebuję... czegoś. - przygryzłam nerwowo wargę i liczyłam, że mnie zrozumie. Uśmiechnął się szeroko i oblizał wargi.
-Który? - poszedł w kierunku swojego pokoju, a ja usiadłam na fotelu w salonie. 
-Zayn. - westchnęłam i przerzuciłam nogi przez tylik. - Długa historia, Fe, ale wczoraj powiedział mi, że mu na mnie zależy, a dziś nie chciał ze mną rozmawiać. 
-Nie jestem dobry w dawaniu miłosnych rad, kochanie. - zaśmiał się krótko, kiedy usiadł na sofie. - Jedyne, co mogę ci powiedzieć, to że będzie dobrze.
-Dzięki. - burknęłam.
   Chłopak pokręcił głową rozbawiony i wyciągnął w moją stronę mały, strunowy woreczek, wypełniony do połowy białym proszkiem. Amfetamina. Długotrwale pobudza, zwiększa pewność siebie i odsuwa lęki. Czasami jednak wydaje ci się, że słyszysz, lub widzisz rzeczy, które nie istnieją. Najgorsze jest chyba zejście. Wtedy przychodzi niepokój, czasami myśli samobójcze. Warto zaryzykować. Z portfela wyciągnęłam wizytówkę Devil Ink i dwadzieścia funtów. Wysypałam zawartość woreczka na stolik i wizytówką uformowałam cztery równe kreski. Zwinęłam banknot w wąski rulonik, zatkałam lewą dziurkę nosa i wciągnęłam dwie kreski. Felix zrobił to samo, a po czterech minutach nadeszły upragnione efekty. 
     Czułam się tak lekko, nie do opisania. Lekko otępiałym wzrokiem wpatrywałam się w przyjaciela, który kiwał się lekko w przód i w tył. Wiedziałam, że próbuje mi wkręcić jakąś fazę, więc się tym nie przejmowałam. Chwyciłam ze stolika pilot do telewizora i chciałam włączyć jakąś muzyczną stację, ale Daller mi przerwał.
-Chodź, mała, zapoznam cię z Londynem, którego jeszcze nie znasz. - chwycił mnie za rękę i wyprowadził z mieszkania.
     Szliśmy wzdłuż brzegu Tamizy, ku bliżej nieokreślonemu mi celowi. Nie wiedziałam, gdzie Felix mnie prowadzi, ale mało mnie to obchodziło. Zorientowałam się, kiedy zobaczyłam płonące ognisko i mnóstwo ludzi, tańczących do muzyki, puszczanej z samochodu. Cholera, przecież był styczeń!
     Jakiś blondyn wcisnął mi do ręki butelkę piwa, kolejny poczęstował podejrzanym papierosem, a ktoś inny poprosił do tańca. Wiedziałam, że nie powinnam pić (a tym bardziej ćpać), gdy brałam psychotropy i antydepresanty, ale na tamten moment po prostu chciałam zapomnieć. O tym, że spotkałam Davida, o Zaynie, o ich bójce. Dziś liczyłam się tylko ja i to, jak dobrze się bawię.
-Boże, Chrissie tu jest. - jęknął Fe, pokazując mi blondynkę. 
-To twoja była, tak? - spytałam, kiedy zaczęła iść w naszym kierunku. Podeszła do nas i położyła chłopakowi dłoń na ramieniu.
-Feeeelix, jak ja ciebie dawno nie widziałam! - wybełkotała. Musiała zbyt dużo wypić, bo ledwo trzymała się na nogach, a botki na kurewsko wysokim obcasie jej w tym nie pomagały.
-Spieprzaj stąd. - syknął przez zęby. 
-A ty to kto? - popatrzyła na mnie, poprzez ledwo otwarte powieki. - Ah, nie ważne. Wprowadzi się do ciebie i będzie zdradzał na prawo i lewo.
-Nie mów tak o moim narzeczonym, ździro. - wymyśliłam coś na poczekaniu i pomachałam jej dłonią przed oczyma. Na serdecznym palcu miałam pierścionek z małym, diamentowym oczkiem.
     Daller chyba zrozumiał moją aluzję, bo objął mnie w talii i przycisnął do swojego boku. Dziewczyna ciągle marudziła, że nam nie wierzy, więc stanęłam na palcach i - nie myśląc dużo - pocałowałam swojego nowego ukochanego. Odwzajemnił pocałunek i uniósł mnie ku górze, a ja oplotłam go nogami w pasie. Laska uciekła z piskiem, a my wybuchliśmy śmiechem. 
-Jesteś pojebana. - parsknął i postawił mnie na ziemi. - Ale za to cię kocham, mała.
-Ponoć jestem dobra w udawaniu czyichś dziewczyn.
       Wzruszyłam ramionami i pociągnęłam przyjaciela do tańca. Muzyka dudniła ze wszystkich stron, czułam jak moja głowa pulsuje. Miałam ochotę zwymiotować, albo wskoczyć do lodowatej rzeki. Dostałabym pewnie szoku termicznego, albo skurczu, a wtedy byłoby źle. Chociaż, nawet gdybym się utopiła, kogo by to obchodziło? Louis miałby jedną osobę mniej do wykarmienia, Zayn nie musiałby zawracać sobie mną głowy, a Niallowi oszczędziłabym złamanego serca.
         Zanim się obejrzałam, Felix gdzieś zniknął. Prawdopodobnie spotkał jakiegoś znajomego, albo poszedł w ustronne miejsce z pierwszą lepszą panienką. Zaczynałam źle się czuć, głowa mnie cholernie rozbolała i coraz bardziej rwało mnie na wymioty. Przecisnęłam się przez tłum ludzi, by wydostać się z centrum imprezy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam pierwszy numer z listy ostatnio wybieranych.
-Potrzebuję pomocy. - wybełkotałam, nawet nie zdając sobie sprawy, jak plącze mi się język.
-Gdzie jesteś? - spytał ten, przez którego byłam w takim stanie.
-Pod London Eye. Błagam, zabierz to ode mnie, Zayn. - osunęłam się na betonowy murek i podciągnęłam nogi do klatki piersiowej, obejmując je ramionami.
-Zaraz będę. - rzucił oschle i się rozłączył.
     Ostatnimi siłami wrzuciłam komórkę z powrotem do kieszeni i oparłam czoło o kolana. Miałam zejście, to było jedyne logiczne wyjaśnienie mojego bardzo kiepskiego samopoczucia. Siedziałam tak sama przez kilkanaście minut, chociaż miałam wrażenie, że mijała już kolejna godzina. Nachodziła mnie cholerna ochota, by zasnąć, ale wiedziałam, że to nie był dobry pomysł. Jednak nastał taki moment, kiedy nie miałam już sił, by otworzyć oczy. Całe otoczenie było cholernie głośne, byłam przekonana, że słyszę jak trawa rośnie.
         Przestraszyłam się, kiedy poczułam, jak ktoś wsuwa rękę pod moje kolana i unosi mnie do góry. Zmusiłam się, by przymrużyć powieki i zobaczyłam twarz Malika, okrytą czarnym kapturem. Odetchnęłam z ulgą. Objęłam go dłońmi za szyję i po kilkunastu sekundach siedziałam już w ciepłym wnętrzu jego auta. Nie odezwał się ani słowem, podczas drogi do mieszkania, ani wtedy, kiedy zanosił mnie po schodach do pokoju. W duchu dziękowałam Bogu, że Lou i Niall śpią, bo nie wyszłabym z tej konfrontacji cało.
         Wiedziałam, że go zawiodłam, bo zeszłej nocy obiecałam mu, że postaram nic sobie nie zrobić. Nie miałam zamiaru targnąć się na swoje życie, chociaż naćpanie się również nie było mądrym posunięciem. Położył mnie na łóżku, uprzednio ściągając ze mnie kurtkę i buty. Nakrył mnie nawet kołdrą i odwrócił się, by wyjść. Złapałam go za przedramię i ścisnęłam z całej siły.
-P-przepraszam. - szepnęłam, ale nie puściłam jego ręki. - Zostań, zanim zasnę. Proszę. - jęknęłam cicho. Bałam się zostać sama w ciemnym pokoju, szczególnie teraz, kiedy amfetamina powoli opuszczała mój organizm.
         Nie odpowiedział mi, tylko podszedł do łóżka, a ja poczułam jak materac ugina się pod jego ciężarem. Uśmiechnęłam się blado i położyłam się na boku, tyłem do niego. Zayn w dalszym ciągu leżał na plecach, domyśliłam się, że czekał tylko aż zasnę, żeby wyjść i pójść do siebie. Zacisnęłam pięść na poduszce i wzięłam głęboki oddech.
-Chyba cię kocham, Zee. - wypaliłam, zanim zdążyłam się rozmyślić. - Dobranoc.
         Nakryłam się kołdrą po same uszy, żeby ukryć swoje zażenowanie. Powoli odpływałam ku krainie Morfeusza, ale mogłam przysiąc, że zanim totalnie usnęłam, usłyszałam ciche ja ciebie też.

***
Wiem, że prawdopodobnie macie ochotę mnie zabić. :( Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. W dodatku ten rozdział jest tak do dupy, że nie wiem co XD
Kiedy zaczynałam pisać walk in shadows, miałam na nie tyle pomysłów, że szok. Teraz jakoś wszystkie pouciekały i po prostu... ugh, jest źle. Jeszcze mój laptop postanowił wziąć sobie urlop, akurat w trakcie moich ferii zimowych i się zepsuł. Zamówiłam już na allegro taśmę do matrycy, która zawiniła i mam nadzieję, że mój chłopak zrobi mi go jak najszybciej.
Wow, ale się rozpisałam, jak nigdy chyba. No cóż, wiem, że należało Wam się kilka słów wyjaśnienia.
Przeczytałam rozdział chyba trzydzieści razy i nie zauważyłam błędów, ale jeśli Wy jakieś znajdziecie, proszę piszcie w komentarzach.
Oh, przy okazji (jeśli jeszcze Cię nie znudziłam swoim autorskim biadoleniem), zapraszam na swoje drugie opowiadanie, które znajdziesz tutaj: new-roommate.blogspot.com
Kocham Was, mam nadzieję, że mi wybaczycie :*

wtorek, 23 grudnia 2014

Informacja.

Cześć i czołem!
Wiem, że spodziewałyście się dziś rozdziału, no ale muszę was rozczarować :< Wena mnie opuściła, została chyba wyssana przez tą całą świąteczną atmosferę, której nienawidzę. A Wy? Lubicie święta? Dla mnie źle się kojarzą, niestety.
Cóż, normalnie nie pisałabym oddzielnego posta, żeby poinformować was o braku kolejnego rozdziału, ale mam dla Was coś <miejmy nadzieję> interesującego.
Mianowicie, chciałabym was zaprosić na www.new-roommate.blogspot.com
Wiem, że miałam zacząć pisać nowe opowiadanie, kiedy skończę walk in shadows, ale nie mogłam dłużej czekać, no po prostu nie mogłam. Więc... liczę, że wejdziecie, zobaczycie, przeczytacie prolog, który już tam jest i dacie znać, czy wam się podoba :*
To też jest fanfiction, tym razem o 5sos, nie o One Direction. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Kocham Was! Wesołych Świąt, robaczki! <3


wtorek, 16 grudnia 2014

Szesnaście.

-Powiesz mi w końcu, kto to kurwa był?
Właśnie weszliśmy do mieszkania, a ja po raz siódmy uniknęłam odpowiedzi na jego pytanie. Ściągnęłam płaszcz, powiesiłam go na wieszaku i szybko pokonałam schody. Weszłam do swojego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi i opadłam na podłogę. Podkuliłam nogi, obejmując je ramionami. Dlaczego David musiał pojawić się akurat w Londynie, akurat w klubie, w którym byłam i akurat wtedy, gdy wyszłam sama na taras? To są chyba jakieś kosmiczne żarty. Czyżby cały wszechświat działał przeciwko mnie? Oni się chyba wszyscy zmówili. Może jednak doktor Scott miał rację? Może powinnam wrócić na terapię? Albo przynajmniej chodzić na sesje. 

Chyba, że to wszystko dzieje się tylko w mojej głowie.

Jęknęłam głośno i zaniosłam się płaczem. Właśnie tego się obawiałam. Że to wróci. Przecież brałam tabletki, wydawało mi się, że jest dobrze. Fakt, cierpiałam na bezsenność, nie mogłam się skoncentrować i zebrać myśli, ale takie są skutki uboczne brania psychotropów. Słyszałam wibracje telefonu z torebki, ale nie reagowałam. To pewnie tylko Louis. Chce się upewnić, czy wszystko ze mną w porządku. Nie, nawet w najmniejszym stopniu nie było w porządku. Uświadomiłam to sobie, gdy rozkręciłam temperówkę i zaczęłam obracać żyletkę między palcami. 
Tak dawno tego nie robiłam. Czy mi tego brakowało? Śmiało mogłam stwierdzić, że tak. Nogi same zaprowadziły mnie do łazienki. Wahałam się przez chwilę, czy zamknąć drzwi na klucz. Nie chciałabym, żeby Zayn wszedł do pomieszczenia, ale zostawiłam je otwarte, na wszelki wypadek. Powoli rozpinałam guziki koszuli, by ta w końcu opadła z cichym szelestem. Rozsunęłam zamek spódniczki i wyszłam z niej, gdy spadła na zimne kafelki. Ściągnęłam zakolanówki i rajstopy, i usiadłam w pustej wannie. Popatrzyłam na swoje nadgarstki i zaśmiałam się gorzko. Przecież to zbyt banalne. Któryś z nich na pewno by zauważył. Przyłożyłam ostrze do wewnętrznej strony ramienia, ale przypomniałam sobie, co powtarzała mi doktor Laureen Parker, psycholog ze szpitala. 

"Jeśli trzymasz żyletkę w dłoni, postaraj się oddać ją temu, kto jest najbliżej. Nie bój się poprosić o pomoc. To nie jest rozwiązanie Twoich problemów. To kara, którą sama sobie wymierzasz. To tylko niemy krzyk. Uwierz mi, kochanie, to nie sprawi, że poczujesz się lepiej." 

Jak oparzona wyskoczyłam z wanny. Owinęłam się ręcznikiem i pobiegłam do sypialni Malika. Już na korytarzu słyszałam cichą muzykę, dobiegającą z jego pokoju. Siedział przy biurku i zapewne szkicował. Położyłam żyletkę tuż przed jego twarzą. Był zszokowany. Sama nie wiem, czym bardziej. Moim prezentem, czy widokiem mnie w samym ręczniku. 
-Czy ty próbowałaś coś sobie zrobić? - spytał szeptem. Przygryzłam wargę i prawie niezauważalnie kiwnęłam głową. - Oszalałaś, Kira?! Po co? 
-J-ja nie wiem... to było silniejsze ode mnie. - załkałam. Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w mocnym uścisku. - To był on, Zayn. David, ten który... 
-Shh. - uciszył mnie i przytulił jeszcze mocniej. - Gdybym wiedział, że to ten skurwiel.. nie pozbierałby się tak prędko.
-Dziękuję. Nie wiem już nawet, który raz ratujesz mi dupsko. - zaśmiałam się cicho i odsunęłam się. - Idę się położyć. Za dużo wrażeń jak na dzisiaj.
Położyłam dłoń na klamce i nacisnęłam ją lekko. Szepnęłam ciche dobranoc i wyszłam na korytarz. Zdziwiłam się, kiedy poczułam jego dotyk na przedramieniu. Wciągnął mnie z powrotem i złączył nasze usta w krótkim pocałunku. Oparł swoje czoło o moje. 
-Możesz spać ze mną. Jeśli chcesz. - mruknął i uśmiechnął się szeroko. Spuściłam wzrok i przygryzłam nerwowo wargę. Westchnęłam głośno, ale kiwnęłam głową.
-Idę się tylko przebrać.
Wyszłam, zanim zdążył mnie powstrzymać. Sprzątnęłam swoje ubrania z łazienki, wzięłam z szafy luźną koszulkę, zastanowiłam się jeszcze kilka razy, czy to aby na pewno dobry pomysł, i wróciłam. Pierwsze co zobaczyłam, po przekroczeniu progu jego pokoju, to jego umięśnione plecy. Kąciki moich ust od razu uniosły się do góry, zaraz po tym Zayn się odwrócił. Miał na sobie tylko luźne dresy, które - w bardzo kuszący sposób - zwisały z jego bioder. Nie miał już folii zabezpieczającej na nowym tatuażu, ale małe strupki wciąż były widoczne. Już prawie zapomniałam o tej dziarze, wydawało mi się, że robiłam ją już wieki temu. 
Staliśmy tak na przeciwko siebie i mierzyliśmy się spojrzeniami. Żadne z nas nie odwracało wzroku, ani nie wykonało jakiegokolwiek ruchu. Miałam dziwne wrażenie, że pusta przestrzeń pomiędzy nami, jest zbyt gęsta i naładowana jakimiś elektrycznymi cząsteczkami. Czułam się bardzo, ale to bardzo niezręcznie. Mężczyzna pierwszy ocknął się z tego śmiesznego transu i wyciągnął do mnie rękę. Zgasiłam światło i trochę zignorowałam jego gest, bo po prostu położyłam się na łóżku. Słyszałam jego głośny oddech i bicie swojego serca. Czy zachowałabym się dziwnie, gdybym wstała i wyszła?
Położył się obok. Obrócił mnie, tak, żebym leżała przodem do niego i zgarnął kosmyk moich włosów za ucho. Przymknęłam powieki.
-Obiecaj mi, że nigdy więcej nie pomyślisz o robieniu sobie krzywdy. - szepnął, wciąż nie zabierając dłoni z mojego policzka.
-Nie mogę ci tego obiecać, bo wtedy nie dotrzymam słowa. Po prostu się postaram, okej? - uśmiechnęłam się, kiedy zaczął gładzić kciukiem mój policzek. 
-Okej. - nawet po ciemku widziałam, jak kiwa głową. - Co do naszej rozmowy pod studiem... znaczysz dla mnie więcej, niż ci się wydaje, Kira.
-Oh. - wyrwało mi się. Ucieszyłam się, że jest ciemno, bo nie mógł dostrzec mojej czerwonej twarzy. Otworzyłam usta, żeby powiedzieć coś więcej, ale mi przerwał.
-Po prostu nie chcę się iść zbyt szybko. Pospieszyłem się z Perrie i sama wiesz, do czego to doprowadziło. - prychnął cicho. - Boję się tylko, że nie będziesz w stanie czekać i, że ktoś mi cię zabierze. Cholernie się do ciebie przywiązałem. Boję się też, że cię skrzywdzę...
Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. W sumie nie wiedziałam nawet, co powiedzieć. Mówił tak, bo był pijany, czy naprawdę tak myślał? Jak on mógłby mnie skrzywdzić? Dba o mnie na każdym kroku, ciągle ratuje mnie z opresji. On chyba nie wie co mówi. Moje milczenie chyba zwróciło jego uwagę, bo przeniósł dłoń na moje plecy. Kreślił na nich jakieś nieskomplikowane wzory, a ja nawet przez koszulkę czułam, jak ciepłe są jego palce. Jęknęłam żałośnie,  kiedy załaskotał mnie pod żebrem, a on się tylko zaśmiał.  Przewróciłam się na plecy, złapałam jego dłoń i splotłam nasze palce.
-Nie lubię łaskotek. - burknęłam, a w odpowiedzi dostałam ciche prychnięcie. - No co? To nie jest przyjemne.
-Ja wiem, co jest przyjemne. - błysku w jego oku nie dało się nie zauważyć. 
Niemal natychmiast znalazł się na mnie. Podparł się na łokciach po moich bokach, a jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko. Głośno przełknęłam ślinę. Byłam zbyt zszokowana, by cokolwiek zrobić. Poczułam uścisk w okolicach podbrzusza, gdy zaczął trącać nosem moją szyję. Wbiłam lekko paznokcie w jego umięśnione ramię, na co lekko zadrżał. Wiedziałam, że oczekuje ode mnie tego, czego na dany moment nie mogłam mu dać. Składał delikatne pocałunki tuż za moim uchem, kiedy go odepchnęłam.
-Złaź ze mnie, napaleńcu. - zepchnęłam go z siebie i odwróciłam się na drugi bok, by leżeć do niego tyłem. - Dobranoc.
Nie odpowiedział mi. Mocno zacisnęłam powieki, by nieproszone łzy nie spłynęły mi po policzkach. Niestety, nie byłam w stanie powstrzymać krótkiego szlochu, który Zayn na sto procent usłyszał. Przerzucił rękę przez moją talię i przyciągnął mnie do siebie. W duchu dziękowałam mu za to, że się nie odzywał, tylko dał mi spokój. 

Obudziłam się, niestety sama. Musiało być bardzo późno, skoro Malik już nie spał. Zazwyczaj nie wychodził z łóżka przed trzynastą. Na paluszkach przemknęłam do swojego pokoju. Przebrałam się w dżinsy i czerwony sweterek. Włosy związałam w kucyk, jednak zostawiłam grzywkę, która teraz zakrywała całe moje czoło. Podkreśliłam oczy kredką i maskarą, i użyłam trochę korektora. Wyciągnęłam telefon z torebki i przeraziłam się ilością wiadomości. Trzynaście od Louisa, dwadzieścia dwie od Nialla i nawet dwie od Vic. Przejrzałam je wszystkie. Chłopcy się o mnie martwili, bo nie dawałam znaku życia, a Victoria chciała się spotkać i przy okazji odzyskać swoje ubrania. Odpisałam jej, że mam wolny tydzień i że w każdej chwili może wpaść. Rzuciłam komórkę na łóżko i wyszłam.
-Cześć? - przywitałam się z bratem i Niallem, którzy siedzieli przed telewizorem. - Będziecie mnie ignorować cały dzień?
-Nie. - burknęli jednocześnie. Popatrzyłam na Lou z uniesioną brwią. - Ciężko ci było odpisać?
-Byłam w Cargo. - wzruszyłam ramionami. Widząc ich pytające spojrzenie, westchnęłam. - Z Zaynem. Właściwie to gdzie on jest?
-Polazł gdzieś o świcie. - mruknął blondyn. Wiedziałam, że coś jest nie tak. - Pewnie niedługo przyjdzie.
Tak jak stwierdził Horan, Mulat wszedł do domu parę minut po czternastej. Miał podbite oko, krew pod nosem zdążyła już skrzepnąć. Oprócz tego miał porwaną koszulkę, roztrzepaną fryzurę i zdartą skórę na kostkach obu dłoni. Przerażona podbiegłam do niego i mocno przytuliłam.
-Gdzieś ty był? I co ci się kurwa stało? - zaczęłam gładzić go po policzkach. Wyglądał dosłownie strasznie.
-Mówiłem, że on się prędko nie pozbiera.
***
Zdążyłam. Było ciężko, ale się udało. Nie sprawdzałam rozdziału, więc za ewentualne błędy szczerze przepraszam. Dajcie po sobie znać! ;*

Jeśli przeczytałeś rozdział, proszę skomentuj. To dla mnie wiele znaczy, a Ciebie nic nie kosztuje. :)

środa, 10 grudnia 2014

Piętnaście.

            Zastanawiam się do czego mogę porównać to uczucie. Pięć słów, które powiedział, sprawiły, że zadrżałam. Sama nie wiem, czy powinnam się wtedy uśmiechnąć, czy też się rozpłakać. Nie powiedział nic więcej, tylko zgłośnił radio i odjechał spod studia. Nie wiem, czy czułam zdenerwowanie, euforię, czy rozkojarzenie. Może wszystko na raz? Może żadne z wyżej wymienionych? Przysięgam, nie miałam zielonego pojęcia. Bałam się go spytać, co to wszystko znaczy.

Mi też na tobie zależy.

            Czy on naprawdę nie potrafił powiedzieć nic więcej? Nie mógł troszeczkę bardziej rozwinąć swojej wypowiedzi? Postawił mnie w bardzo, ale to bardzo niezręcznej sytuacji. Przecież nie powiedziałam mu, że go kocham, więc mam nadzieję, że go nie odstraszyłam. Mógł odpowiedzieć, że też coś do mnie czuje, albo, że nie jestem mu obojętna jako dziewczyna, albo, że jestem totalną idiotką, skoro pomyślałam, że Zayn Malik coś do mnie ma. Ugh, nienawidzę swojego życia.

*
            Stchórzyłem. Zachowałem się jak szczeniak. Mogłem się tylko domyślać, jak się poczuła. Odważyła się wyznać mi swoje uczucia, a ja nie umiałem się przyznać. Co miałem jej powiedzieć? To, że jestem cholernie zazdrosny o Nialla, bo widzę jak ślini się na jej widok? To, że irytuje mnie jak zgrzyta zębami, kiedy się coś jej nie pasuje? To, że zauważyłem, że ubiera się w zależności od swojego nastroju? Kiedy jest szczęśliwa, zakłada spódniczki i zakolanówki, które podniecają każdego faceta na ulicy. Kiedy jest smutna, topi się w wielkich swetrach. Przewraca oczyma, kiedy coś ją zdenerwuje i zaciska dłonie w drobne piąstki, tak jak teraz. Nie lubi kiedy kosmyki włosów wchodzą jej w oczy, więc zawsze szybko je odgarnia. Jednak, kiedy się rumieni, stara się zasłonić nimi całą twarz. Kiedy kogoś słucha, w zabawny sposób przechyla głowę w prawą stronę - jeśli jest zainteresowana, a jeśli nie, w lewą. Kiedy się nad czymś zastanawia, robi śmieszny dziubek i marszczy nos. 
            Przestałem myśleć nad tym, jak dobrze znam jej nawyki, gdy zatrzymałem się pod kamienicą. Chciałem jej powiedzieć, że nie wracam do mieszkania, ale szybko wyskoczyła z samochodu. Świetnie. Mógłbym się założyć, że przestanie się do mnie odzywać i zacznie mnie unikać, bo wmówi sobie, że to jej wina.
            Westchnąłem ciężko. Cała sytuacja z Kirą tylko wzmocniła moje dzisiejsze przygnębienie. Spojrzałem na zegarek, który poinformował mnie, że za piętnaście minut powinienem być w restauracji, w centrum. I tak byłem niesamowicie zdziwiony, że osoba, z którą miałem się spotkać, nie dzwoniła co pół minuty, żebym się nie spóźnił. Pokręciłem głową i ruszyłem z parkingu.

            Zauważyłem ją od razu po wejściu do lokalu. Siedziała przy stoliku w samym środku sali i przeglądała menu. Blond włosy upięte miała w niezdarny kok, a rękawy grubego, fioletowego swetra podwinięte miała do łokci. Wyglądała na zmęczoną. Podszedłem do niej wolnym krokiem i usiadłem na przeciwko.
-Zayn. - uniosła wzrok z karty i uśmiechnęła się szeroko. Spojrzenie jej niebieskich oczu sprawiło, że zakuło mnie serce. - Zapomniałam już jak bardzo przystojny jesteś.
-Daj sobie spokój, Perrie. - prychnąłem pod nosem i odprawiłem kelnera, który podszedł, by przyjąć zamówienie. - Po co kazałaś mi tu przyjechać?
-Chciałam się po prostu spotkać z byłym narzeczonym. Czy to aż taki problem, że chcę żyć z tobą w koleżeńskich relacjach? - spojrzała na mnie z podniesioną brwią, jednak wciąż się uśmiechała.
-Kurwa, Pezz, zdradziłaś mnie z moim najlepszym przyjacielem!  - starałem się nie krzyknąć, ale osoby, siedzące przy najbliższych stolikach i tak spojrzały na mnie zdziwione. - Mam udawać, że wszystko między nami w porządku?
-Ile razy mam cię za to przepraszać? Myślałam, że tyle czasu ci wystarczy, żeby mi wybaczyć. - powiedziała spokojnie. Zaśmiałem się ironicznie.
-Nie wiem ile lat musiałoby minąć, żebym zapomniał. - wstałem z krzesełka. - Nie dzwoń do mnie więcej.
            Odwróciłem się, by odejść, ale złapała mnie za rękaw. Poczułem jakiś dziwny prąd, spowodowany jej dotykiem. Zacisnąłem szczękę.
-Myślę, że jeszcze się zobaczymy. Pozdrów ode mnie chłopaków. I swoją nową dziewczynę. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy, Zayn.

-To jeszcze nie jest moja dziewczyna. A jak chcesz pozdrowić chłopaków, sama do nich napisz.
            Wyszedłem z restauracji i głośno zakląłem. Sam nie wiem co mnie podkusiło, żeby się z nią spotkać. Wyprowadziła mnie z równowagi. Wsiadłem do auta, przy okazji mocno trzaskając drzwiami i uderzyłem kilka razy w kierownicę. Byłem zły. Nawet nie na nią, bardziej na siebie. Musiałem odreagować. Pomyślałem jednak, że najpierw odstawię samochód i się przebiorę. Wezmę taksówkę i spędzę całą dzisiejszą noc w jakimś barze, z wyuzdaną kelnerką, próbującą mnie poderwać. Lepsze to, niż nic.
*
            Siedziałam w salonie i próbowałam zmusić się do oglądania dziwnego teleturnieju. Starałam się nie myśleć o Zaynie, ale niezbyt mi to wychodziło. Gdyby teraz wszedł do mieszkania, co miałabym zrobić? Zasypać go pytaniami, o co mu chodziło? Czy może udawać, że nic się nie stało i obrócić wszystko w żart? Ugh, chyba jeszcze nigdy nie czułam się taka zagubiona. A to był dopiero początek.
            Jak na zawołanie, drzwi wejściowe się otworzyły, a do środka wtoczył się Malik. Spojrzałam na niego, jednak on nawet na mnie nie zerknął. Od razu wbiegł po schodach na górę. Wyglądał na wściekłego. W sumie on zawsze tak wyglądał, ale tym razem coś było nie tak. Zrzuciłam koc z kolan i poszłam za nim.
            Zapukałam do drzwi jego pokoju, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Jedyny dźwięk, który dochodził z pomieszczenia to miarowe uderzanie czegoś o podłogę. Brzmiało to tak, jakby wyrzucał wszystko z szafy. Położyłam dłoń na klamce, odczekałam kilka sekund i weszłam do środka.
            To, co zobaczyłam, dosłownie mnie zszokowało. Pośród ubrań i innych osobistych rzeczy, klęczał mulat. W jednym ręku trzymał jakiś zeszyt, a drugą wyrywał kartki, zgniatał je i rzucał byle gdzie. Wzdrygnął się, kiedy poczuł mój dotyk na barkach, ale nie odwrócił głowy. Ukucnęłam obok niego i zauważyłam, że niszczy rysunki, przedstawiające Perrie, ich wspólne zdjęcia i pamiątki, takie jak bilety z kina. Powoli zamknęłam zeszyt i odłożyłam go na podłogę. Złapałam w dłonie jego twarz i otarłam łzy z jego policzków.
-Zostaw mnie, Kira. - szepnął i wstał. Zaczął zbierać ubrania i wpychał je do otwartej szafy.
-Co się stało? - spytałam, podchodząc do niego. Nie zamierzałam zostawiać go w takim stanie. Wzięłam koszulkę z jego rąk, złożyłam ją i ułożyłam na półce. Zaczęłam robić to samo z kolejnymi.
-Ona się stała. - wskazał na porozrzucane zdjęcia. Pomógł mi poskładać resztę ciuchów i usiadł na łóżku, chowając twarz w dłonie. - Spotkałem się z nią dzisiaj.
-Po co? - westchnęłam, siadając obok niego. Kciukiem zaczęłam gładzić jego przedramię, żeby trochę go uspokoić.
-Sam nie wiem. Kazała mi cię pozdrowić. - prychnął i zaśmiał się, kiedy zobaczył moją minę. - Powiedziała, żebym pozdrowił swoją dziewczynę. Chyba miała na myśli ciebie. - wzruszył ramionami.
-Nie jestem twoją dziewczyną. - powiedziałam trochę oburzona. Niech ta blond wywłoka nie myśli sobie, że może mówić co chce.
-Przecież wiem? - przewrócił oczyma. - Zdałem sobie sprawę, jak bardzo jej nienawidzę.
-Jak się dowiedziałeś? Że ona i Liam... - przełknęłam ślinę, kiedy poczułam, jak spina mięśnie. Ups, chyba powinnam uciec.
-Perrie oznajmiła mi, że spóźnia jej się okres. Ucieszyłem się, to chyba oczywiste. Później powiedziała, że jeśli jest w ciąży, to nie wie czy ze mną, czy z Liamem. - mruknął, a ja westchnęłam. - Okazało się, że nie ma żadnego dziecka, po prostu źle spojrzała w kalendarz. Ciekawe tylko, czy gdyby nie było takiej sytuacji, to czy bym się w ogóle dowiedział.
-Nie przejmuj się, Zayn. Poznasz kogoś, kto sprawi, że o niej zapomnisz. - uśmiechnęłam się. Chciałam dodać mu trochę otuchy, żeby się tak nie zadręczał.
-Tsa, na pewno. - prychnął i wstał. - Idę do Cargo, muszę się schlać. - zaśmiał się gorzko. - Chcesz iść ze mną?
            Pokiwałam głową na tak. Oznajmiłam mu tylko, że będzie musiał poczekać, bo długo zajmuje mi zrobienie się na kurwę. Parsknął śmiechem i pokręcił głową rozbawiony. Puściłam do niego oczko i  wyszłam z pokoju.
            Zastanawiałam się tylko, czy dobrze postępuję. Wprawdzie było mi ogromnie żal Malika, szczególnie po tym, jak zobaczyłam go płaczącego, ale poczułam dziwną ulgę, kiedy powiedział, że nienawidzi Perrie. Stwierdziła jednak, że będzie co ma być. Przecież ten na górze ma dla nas plan, prawda?
            Zayna nie było u siebie. Poszedłby beze mnie? Westchnęłam i zeszłam na dół. Stukot moich szpilek niósł się echem po korytarzu. W domu chyba nikogo nie było.  Zacisnęłam usta, lecz gdy weszłam do salonu, uśmiech sam wstąpił mi na twarz. Mulat siedział na kanapie, ubrany w czarne, obcisłe dżinsy, czarną, dopasowaną koszulę i czarne sztyblety. Wyglądał po prostu zniewalająco. Poprzyglądałam mu się jeszcze chwilę. Zauważyłam, że dalej coś go trapi, ale postanowiłam go nie pytać. Odkaszlnęłam cicho, by zwrócić na siebie jego uwagę. Powoli odwrócił głowę.
-Wow, Kira. - spojrzał na mnie z szelmowskim uśmiechem na twarzy. - Nie będę mógł cię dziś nawet na sekundę samej zostawić. Nie mogłaś założyć dresów?
            Parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową. Poprawiłam spódniczkę i nałożyłam płaszcz. Zastanowiłam się, czy nie zostawić chłopakom kartki z informacją, ale ostatecznie tego nie zrobiłam. Wyślę później smsa Louisowi. Poza tym, Zayn mówił, że obydwoje poszli do Harry'ego. Cóż, ciekawe kiedy ja mam poznać chłopaka swojego brata. Jeśli naprawdę jest on ważny dla Lou, powinno się to stać jak najszybciej, prawda?
            Wsunęłam zmarznięte dłonie do kieszeni. Było cholernie zimno, a nasza taksówka się spóźniała. Mulat palił papierosa, ja nie dałam rady przez skostniałe palce, lecz przyglądałam się jak on to robił. Nawet sposób, w jaki palił, był niesamowicie seksowny. Mrużył wtedy oczy i leniwie wypuszczał dym z płuc. Czy on we wszystkim jest taki idealny? Nawet kiedy płakał, wyglądał bosko. To niesprawiedliwe.
            Transport w końcu się zjawił, a kierowca tłumaczył się okropnymi korkami w centrum miasta. Jakby mnie to cokolwiek obchodziło. Kobieta z centrali wyraźnie powiedziała, że samochód zjawi się w ciągu dziesięciu minut. Kolejny minus dzisiejszego dnia. Mam tylko nadzieję, że ta impreza nie okaże się totalną klapą.

            Cargo było dosłownie obładowane. Wiedziałam, że to jeden z najbardziej obleganych klubów w Londynie, no ale bez przesady. Było dosyć wcześnie, więc bałam się, że to jeszcze nie koniec. Kątem oka zauważyłam, jak jakaś para opuszcza lożę, więc pędem rzuciłam się w jej stronę. Szybko usiadłam na czerwonej kanapie, wyprzedzając przy tym jakąś wychudzoną blondynkę. Rzuciła mi wściekłe spojrzenie, ale się wycofała. Zayn usiadł na przeciwko mnie z butelką wódki w ręku. Szybko rozlał po kolejce.
-Za dzisiejszy wieczór. - starałam się przekrzyczeć hałas. Mężczyzna zaśmiał się krótko i wypił kieliszek.
            Opróżniliśmy całą butelkę. Próbowałam wyciągnąć go na parkiet, ale ciągle odmawiał. Powiedział, że jest jeszcze zbyt trzeźwy. Spróbowałam nawet emocjonalnego szantażu, ale nawet to nie zadziałało. Wzruszyłam ramionami i stwierdziłam, że zrobię mu na złość i pójdę sama. Wstałam, posłałam mu nieco zadziorny uśmiech i szybkim krokiem odeszłam od stolika. Przecisnęłam się na sam środek parkietu i od razu zostałam porwana do tańca przez jakiegoś bruneta. Na początku zachowywał się normalnie, jednak po którejś z kolei piosence, zaczął robić się zbyt nachalny. Chyba za dużo sobie wyobrażał. Grzecznie podziękowałam mu za taniec, ale nie zrozumiał, więc nawrzucałam mu, aż wreszcie się odczepił.
            Poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii. Zapach charakterystycznych perfum dotarł do mojego nosa, a przez całe ciało przeszedł mnie zimny dreszcz. Uśmiechnęłam się szeroko, chociaż on i tak tego nie widział. Zaczęłam poruszać biodrami w rytm muzyki, delikatnie przygryzając dolną wargę.
-Przestań to robić, Kira. - mruknął mi do ucha, na co lekko zadrżałam.
-Bo co mi zrobisz? - zaśmiałam się i chciałam odwrócić się przodem do niego, ale mi nie pozwolił, tylko mocniej mnie do siebie przycisnął.
-Nie chcesz wiedzieć, co bym z tobą zrobił. Gdybym mógł. - dodał szybko i poluźnił swój uścisk.
            Wytrzeszczyłam oczy. Czy Zayn właśnie powiedział, że on chce... ze mną...? O mój boże. Strzepnęłam jego ręce ze swojego ciała, krzyknęłam, że wychodzę zapalić i ulotniłam się, jak najszybciej potrafiłam. Wyszłam na taras, wyciągnęłam papierosy z torebki i odpaliłam jednego. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak mi zimno, dopóki nie zaczęłam trząść się jak osika. Drżącą dłonią zgasiłam peta w popielniczce i już miałam odchodzić, ale ktoś narzucił mi marynarkę na ramiona. Odwróciłam się zdziwiona.
-Proszę, kogo moje oczy widzą. - blondyn wybuchł śmiechem, a mi opadła szczęka. Zrzuciłam jego marynarkę i zacisnęłam dłonie. - Tak szybko wyszłaś z psychiatryka?
-Ch-chyba mnie z kimś pomyliłeś. - burknęłam. Złapał mnie za nadgarstek i zatrzymał przy sobie.
-Kira Tomlinson, we własnej osobie. Jak miałbym zapomnieć kogoś takiego? - prychnął. Jęknęłam cicho.
-Zostaw mnie David, proszę. - szepnęłam. Czułam jak łzy zbierają mi się pod powiekami. - Muszę iść.
-Nie słyszałeś co mówi? Odpieprz się. - nie sądziłam, że kiedyś tak się ucieszę, słysząc jego głos. Zayn zacisnął pięść na ramieniu blondyna i odciągnął go do tyłu. - Kira, idź na dół.
-Zostaw go, nie warto. -  złapałam go za dłoń, ale ją wyrwał. David zaśmiał się głośno i odepchnął od siebie mulata.
            Nie zdążyłam zareagować. Pięść Malika szybko odnalazła nos chłopaka, a krew popłynęła od razu. Pisnęłam przerażona, ale nikt, z będących na tarasie, nie zareagował. Próbowałam odciągnąć bruneta, ale był w jakimś dziwnym transie.
-Zayn, przestań! - krzyknęłam, kiedy David upadł na ziemię.
            Wbiegłam przed mulata i uderzyłam go w klatkę piersiową. Złapałam jego twarz w dłonie i zmusiłam, by na mnie popatrzył. Zamrugał kilka razy i przyciągnął mnie do siebie, zamykając z mocnym uścisku. Zaszlochałam cicho.
-Wracajmy. - wydukałam, a on kiwnął głową.

            Ten dzień chyba nie mógł skończyć się gorzej.


***
Przepraszam, że wstawiam go z takim opóźnieniem. Ostatnie dwa tygodnie były dosyć... ciężkie. Miałam trochę problemów, konkurs menadżersko-handlowy, za dużo obowiązków. Postaram się to Wam nadrobić ;*
Informuję, że rozdział niesprawdzony. W razie jakichkolwiek błędów - przepraszam.



Jeśli przeczytałeś rozdział, proszę skomentuj. To wiele dla mnie znaczy, a Ciebie nic nie kosztuje. :)

wtorek, 25 listopada 2014

Czternaście.

            Musiałam się wykąpać. Zastanawiałam się, jak to będzie wyglądać, skoro nie mogę nawet położyć się na plecach. Ba! Nie mogę nawet nałożyć obcisłej koszulki... Wzięłam z sypialni ubrania i ręcznik, i zeszłam do łazienki na dole. Położyłam rzeczy na pralce i zdjęłam z siebie piżamę. Weszłam do pustej wanny, wzięłam słuchawkę prysznicową i odkręciłam letnią wodę. Szybko zmoczyłam włosy i wmasowałam w nie szampon. Pochyliłam się do przodu, jak najbardziej dałam radę, i zaczęłam spłukiwać pianę z głowy, uważając, żeby nawet kropla nie spłynęła mi po plecach. Niestety, nie było to zbyt skuteczne. Poczułam cholernie bolesne pieczenie. Jęknęłam przeciągle i wyskoczyłam z wanny. Związałam mokre włosy w wysoki kucyk i ubrałam się w legginsy, i luźny T-shirt, który ukradłam Lou. Planowałam zajść dziś do studia, żeby przeprosić Liama, za moje wczorajsze zachowanie.
            W salonie natknęłam się na Zayna, który parsknął śmiechem na mój widok. Spojrzałam na niego pytająco. Pokręcił głową rozbawiony.
-Skąd wytrzasnęłaś moją koszulkę, mała? - założył ręce na klatce piersiowej. Wytrzeszczyłam oczy.
-Myślałam, że jest Louisa. - mruknęłam. - Gdybym wiedziała, że jest twoja, to bym jej nie tknęła.
            Wyminęłam go i weszłam na górę. Weszłam do pokoju i włączyłam laptopa. Sprzęt się uruchamiał, a ja uchyliłam okno i wyjęłam paczkę papierosów z torebki. Wyciągnęłam jednego z paczki i odpaliłam go zapaliczką, głęboko się zaciągając. Nie wiem co mnie podkusiło, ale moje palce same wpisały w wyszukiwarce Jego nazwisko. Wiedziałam, że paparazzi ciągle łażą za nimi wszystkimi, ale to, co zobaczyłam na głównej stronie portalu plotkarskiego, dosłownie mnie przeraziło.
Nowa partnerka Zayna Malika ma problemy z psychiką?
Już od dłuższego czasu polowaliśmy na jakiekolwiek wieści, związane z tajemniczą kobietą, która zamieszkała w domu Louisa Tomlinsona. Fanki  tweetowały, że widziały Zayna i brunetkę w Bradford, w dniu urodzin mężczyzny. Pierwszy raz, po zerwaniu zaręczyn z niejaką Perrie Edwards, wokalistką zespołu Little Mix, Malik odważył się pokazać światu swoją nową wybrankę. Prawda, że uroczo razem wyglądają?
Jednak coś musi być nie tak, skoro kilka dni temu odwiedzali poradnię psychologiczną w centrum Londynu. Co dziwne, Zayn czekał w samochodzie, pod budynkiem przez bite dwie godziny! Cóż za tajemnice ukrywa ta słodka parka? Obiecujemy, że niedługo wszyscy się dowiecie!

            Do tego gównianego, wcale nie prawdziwego, artykułu, dołączone było chyba z dziesięć zdjęć. Kilka z Bradford, kilka z dnia, kiedy faktycznie byłam u lekarza. Szczęka mi dosłownie opadła. Dlaczego musieli zrobić fotki, na których akurat trzymaliśmy się za ręce, albo kiedy on mnie obejmował? Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że zostanę nazwana tajemniczą wybranką Zayna Malika. Weszłam na twittera, żeby sprawdzić, czy jego fanki naprawdę o mnie pisały. Szybko przekonałam się, że nie powinnam tego robić.

Jak Zayn może spotykać się z czymś takim?
Błagam, niech on wróci do Perrie.... Płaczę! :(
Zaynieeeee... zastanów się, co ty najlepszego wyrabiasz.

            I wiele, wiele innych, lecz bardzo podobnych postów. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Drżącymi rękoma wzięłam kolejnego papierosa. Wzięłam do ręki telefon i szybko wystukałam treść wiadomości.

✉Do: Malik.
Muszę ci coś pokazać. Szybko!

            Zgodnie z zegarkiem, minęło dokładnie sześć minut, zanim przekroczył próg mojego pokoju, chociaż ja czułam się, jakbym czekała godzinę. Usiadł obok mnie na łóżku.
-Czemu płaczesz? - kciukiem otarł pojedynczą łzę, która płynęła po moim policzku.
            Bez słowa podałam mu laptopa. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej i objęłam je ramionami. Przeglądał włączone strony przez dłuższą chwilę, po czym westchnął głośno. Czułam jego wzrok na sobie, ale ja nie odważyłam się na niego spojrzeć. Założyłam za ucho kosmyk włosów, który uciekł z kucyka. Chciałam z powrotem spleść swoje dłonie, ale Zayn złapał mnie za podbródek i zmusił do uniesienia głowy.
-Naprawdę się tym przejmujesz, mała? - szepnął, po czym przyciągnął mnie do siebie i zamknął w ciasnym uścisku. Jęknęłam cicho.
-Nie chcę być postrzegana jako twoja kochanka. - burknęłam. Rozluźnił mięśnie, ale ja nie cofnęłam się do poprzedniej pozycji. Chyba polubię sposób, w jaki mnie przytula.
-Nie jesteś moją kochanką, ważne, że ty to wiesz. Poza tym, nie bierz sobie tego do głowy. Nie chcesz wiedzieć, co pisali o Perrie, kiedy jej się oświadczyłem. - prychnął. - Jak twoje plecy?
-Bolą. - wzruszyłam ramionami. Może to nawet lepiej, że zmienił temat? - Muszę spać na brzuchu, a tego nienawidzę. Nie mogę normalnie usiąść na krzesełku, nawet wziąć pieprzony prysznic mi ciężko.
-Co ci się właściwie stało? - spytał, patrząc na mnie wyraźnie zmartwiony. Westchnęłam.
-Wtedy, jak wybiegłam ze studia... wpadłam na jakiegoś faceta i przewróciłam się na śmietnik, czy coś... - czułam jak zaczyna mi się robić gorąco w twarz. Cholera.
-Wcale nie musiałaś uciekać. - powiedział twardo. Przygryzł wargę i popatrzył mi prosto w oczy.
            Nie uśmiechał się. Był zdecydowanie za blisko. Mogłam się odsunąć, kiedy miałam okazję. W zasadzie mogłabym zrobić to nawet teraz, ale byłam zbyt sparaliżowana, by ruszyć choćby palcem. Hipnotyzował mnie spojrzeniem tych swoich cholernie brązowych tęczówek. Zaczęłam niespokojnie oddychać i poczułam coś dziwnego w okolicach brzucha. Motylki?
            Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej i odepchnęłam go od siebie. Musiałam zachować zdrowy rozsądek. Moja podświadomość krzyczała bardzo głośno, że to idiotyczne, odpychać od siebie takiego faceta. Tsa, pewnie połowa dziewczyn na świecie dałaby się pokroić, żeby być teraz na moim miejscu. Ugh, tak bardzo biłam się teraz z myślami. Miałam do niego tyle pytań, ale jednak bałam się je zadać. Tyle wątpliwości, których na razie nie rozwieje.
-Podwieziesz mnie do studia? - spytałam. Naprawdę nie miałam ochoty iść tam piechotą, a chciałam załatwić sprawę z Liamem jak najszybciej.
-Jasne, czekam na dole.
            Wyszedł, zostawiając za sobą cudowną mieszaninę zapachów. Przymknęłam powieki i zaciągnęłam się powietrzem, które przyjemnie drażniło moje nozdrza. Wstałam, zarzuciłam na siebie rozpinany sweter, zawiesiłam torbę na ramię i wyszłam z pokoju. Zayna nie było w salonie, ale przez okno zauważyłam, jak wsiada do samochodu. Szybko założyłam buty, wzięłam do ręki płaszcz i opuściłam mieszkanie.
            Przez dziesięć minut drogi nie zamieniliśmy ze sobą nawet słówka. Irytowała mnie ta napięta atmosfera, ale co mogłam zrobić? Wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne i nasunęłam je na nos.
-Przecież nie ma słońca. - mruknął mulat, na co zaśmiałam się krótko.
-Nie chcę, by któraś twoja fanka mnie rozpoznała. W końcu nawet jazda samochodem z tobą to zbrodnia. - zażartowałam, ale Zaynowi chyba nie było do śmiechu, więc więcej się nie odzywałam.
            Zatrzymał samochód na parkingu, a ja rozpięłam pas. Spytałam, czy na mnie chwilę zaczeka, bo idę tam tylko na chwilę, ale pokręcił głową. Spojrzałam na niego zdziwiona. Wyciągnął kluczyki ze stacyjki i wysiadł z auta. Oh. Poszłam w jego ślady, gdy otworzył mi drzwi. Rozejrzałam się w około, ale nie zauważyłam nic podejrzanego więc wyskoczyłam z pojazdu. Jak najszybciej potrafiłam, przeszłam przez parking i znalazłam się w salonie. Liam wydawał się być zaskoczony, że mnie widzi.
-Cześć, Li. - przywitałam się z nim, przytulając go. - Przyszłam cię przeprosić.
             Payne nie był zły, wręcz przeciwnie. Powiedział, że się na mnie nie gniewa, że rozumie czemu się tak zachowałam. Oh, Liam Payne to anioł, nie człowiek. Zayn wszedł do środka i wymienił z szatynem uścisk dłoni. Uśmiechnęłam się pod nosem. Mówię wam, ta dwójka z powrotem będzie nierozłączna! Na pierwszy rzut oka widać, że Malik za nim tęskni. Właśnie dlatego chciałam, żeby Liam pojechał z nami do Australii. Jeśli Lou zabrałby Harry'ego, cała piątka byłaby znowu razem. Chciałabym, żeby spotkali się, porozmawiali, spędzili ze sobą te kilka dni. Tak, to by było cudowne doświadczenie.
-Zejdź na ziemię! - oboje szturchnęli mnie w ramię. Zamrugałam kilkukrotnie.
-Zayn właśnie zaprosił mnie na wasze wakacje. - Liam uśmiechnął się szeroko. - Świetny pomysł, Kira. Oh, zapomniałbym. Masz wolne do końca tygodnia. Muszę jechać do Wolverhampton, więc studio będzie zamknięte.
            Kiwnęłam głową. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale przyszedł klient, umówiony na tatuaż, więc pożegnaliśmy się z Liamem i wyszliśmy z salonu. Odeszliśmy kawałek ok wejścia, a ja zarzuciłam Zaynowi ręce za szyję i przytuliłam go, najmocniej jak umiałam.
-Dziękuję, Zee. Wiedziałam, że w końcu się zgodzisz! - zaśmiałam się i ucałowałam jego szorstki policzek.
-Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie, mała. - uśmiechnęłam się szeroko, ale po chwili poczułam jak Zayn się spina. - Ktoś nas obserwuje. Kurwa, najprawdopodobniej znowu zobaczysz siebie w internecie, ale obiecaj mi, że nie przejmiesz się tym, co tam napiszą.
-Obiecuję. - kiwnęłam głową. Dostałam gęsiej skórki, kiedy tak szeptał mi do ucha.
-To dobrze. - zachichotał cicho. Odsunął mnie od siebie. - Skoro mają o nas pisać, dajmy im chociaż dobry powód.
            Zdążyłam zauważyć tylko jego chytry uśmieszek i błysk w oku. Złapał mnie za podbródek i wpił się w moje usta. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o dostęp, który mu dałam. Wplotłam palce w jego miękkie włosy, a on zaśmiał się krótko. Toczyliśmy jakąś bezsensowną walkę, chociaż wydawać by się mogło, że oboje jesteśmy na tej wygranej pozycji. Tę piękną chwilę przerwał - niestety - dzwonek jego telefonu. Wzięłam bardzo głęboki oddech i ruszyłam w stronę samochodu, dając Zaynowi chwilę prywatności. Otworzył auto, więc wsiadłam do środka, a on został jeszcze chwilę na zewnątrz, by dokończyć rozmowę. Włączyłam radio, nastawione na rockową stację i wsłuchałam się w spokojny głos piosenkarki, który i tak nie zagłuszył przyspieszonego bicia mojego serca. Dlaczego to musiało się mi przytrafić? Dlaczego on tak na mnie działał? Dlaczego nie umiałam mu się postawić?
            Mężczyzna usiadł za kierownicą i uruchomił silnik, jednak nie ruszył. Spojrzał na mnie - raczej na moją zmieszaną minę - i zmarszczył brwi.
-Co się stało? - spytał cicho. Westchnęłam, przymykając powieki.
-Nie wiem, jakie masz zamiary wobec mnie, a-ale ja dłużej tak nie mogę. - szepnęłam, unikając jego wzroku. Mogę przysiąc, że usłyszałam, jak prychnął pod nosem.
-Przestań zachowywać się, jakby nic cię nie obchodziło, Kira. - burknął. - Nie mam pojęcia dlaczego wolisz traktować mnie jak dupka, a nie zaakceptujesz tego, co naprawdę się dzieje. Wytłumaczysz mi? Bo naprawdę nie wiem, co mam o tym myśleć.
-Tak jest mi łatwiej. - zacisnęłam usta i przełknęłam wielką gulę, która narosła mi w gardle.
-Łatwiej? Nie rozumiem co chcesz mi przez to powiedzieć. Jeśli chcesz o czymś pogadać, to śmiało. - mruknął. Odwróciłam głowę i spojrzałam mu prosto w oczy. Wzięłam głęboki oddech.
-Boję się, że zaczynam coś do ciebie czuć, Zayn.
            Nagle wszystko jakby się zatrzymało. Czas przestał płynąć, a muzyka, lecąca z radia, jakby ucichła. Mierzyliśmy się wzrokiem. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji i w pewnym momencie zrobiło mi się tak głupio, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Starałam się jednak zachować spokój i opanować drżące dłonie. Czułam dziwny uścisk w żołądku, coś nieprzyjemnie dusiło mnie od wewnątrz, ale nie potrafiłam oderwać od niego spojrzenia. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale się wahał. Otworzył usta, ale po chwili je zamknął. Normalnie zaśmiałabym się, bo wyglądało to dosyć komicznie. Lecz w tym momencie byłam zbyt zestresowana i nie było mi do śmiechu. Z jednej strony chciałam, żeby zapomniał, że cokolwiek ode mnie usłyszał, a z drugiej, chciałam dowiedzieć się, co on o tym wszystkim myślał.

            Ta cisza z jego strony była wręcz nie do zniesienia.


***
Spędziłam nad tym rozdziałem pół nocki z soboty na niedzielę, więc mam nadzieję, że to docenicie ^^
Mam kilka pomysłów na kolejne opowiadanie <serio...>, ale myślę, że zacznę je publikować dopiero, jak skończę z tym. 
W sumie to nie wiem ile rozdziałów mi zostało, mam też pomysł na krótką "drugą" część, ale chyba nie będę tego rozdzielała i zrobię jedną, po prostu dłuższą. Jak myślicie?
Rozdział dodaję wcześniej - o kilka godzin - niż zwykle, bo w mojej szkole piszą próbne matury i zrobiłam sobie wolne. Gdybym poszła do liceum, też musiałabym już w maju podchodzić do "egzaminu dojrzałości", a totalnie nie jestem na to gotowa.
Cóż, nie przedłużam. Do następnego! :*


Jeśli przeczytałeś rozdział, proszę skomentuj. To wiele dla mnie znaczy, a Ciebie nic nie kosztuje :)

wtorek, 18 listopada 2014

Trzynaście.

-Znów spotykam się z Harrym.
            Wyszeptał, uciekając wzrokiem w kąt pomieszczenia. Chyba po raz pierwszy, odkąd z nim mieszkam, widziałam go tak zmieszanego.
 -Jestem idiotą, wiem. Sądziłem, że nigdy mu nie wybaczę. Ale chyba to sobie wmawiałem, żeby nie czuć takiego bólu i zażenowania. Przecież przez niego skończyła się moja kariera... Byłem w stanie poświęcić ją, by zostać z nim na zawsze... Głupio mi nawet przed sobą, że drugi raz wchodzę do tej samej rzeki. Zrozumiałem, że tak naprawdę nigdy nie przestałem go kochać. Wystarczyło tylko jedno jego spojrzenie, a ogromna dziura w moim sercu jakby się zrosła. Nie wiem co z tego będzie.. nie mam pewności, czy znowu mnie nie zostawi. Postanowiłem zaryzykować i zawalczyć o niego. Bo wiesz... w Harrym jest coś takiego, wobec czego nie da się po prostu przejść obojętnie. Pociąga samym sposobem bycia. Nie wiem nawet czy zrozumiesz o co mi chodzi. - prychnął rozbawiony, a ja głośno westchnęłam.
-Uwierz mi, że mam dokładnie ten sam problem, Lou. - zaśmiałam się gorzko. To samo nazwisko, te same problemy, huh?
-Chcesz mi o czymś powiedzieć? - zmrużył powieki i popatrzył na mnie pytająco. Pokręciłam przecząco głową.
-Jeszcze nie ma o czym, braciszku. Nie ma o czym.
            Poklepałam go po ramieniu i podniosłam się z kanapy. Zrobiłam sobie duży kubek herbaty i zamknęłam się w swoim pokoju. Włączyłam sobie muzykę, podkręcając głośnik w laptopie do maksimum, by zagłuszyć natłok myśli i rzuciłam się na łóżko. Wtuliłam twarz w poduszkę. Niestety, ciężkie brzmienia heavymetalowych piosenek nie spełniły swojego zadania. W mojej głowie ciągle tkwiła jedna osoba. Zayn.
            Nie wiem czemu non stop o nim myślałam. Przysięgam, nie miałam zielonego pojęcia. Ten nieszczęsny pocałunek nie chciał wyfrunąć z mojego umysłu, co dołowało mnie jeszcze bardziej. On dobrze wie, że jestem słaba i wykorzystuje to w każdym możliwym momencie. Przecież nie rzucił się na mnie, bo mu zależało, prawda?  To oczywiste, że jest typem podrywacza, może nawet bezczelnego łamacza serc. Wiedziałam to od początku. Najgorsze jest to, że doskonale wiedziałam na co łapie te wszystkie naiwne panienki, bo na to samo łapał mnie... Nie chodziło tu nawet o jego nienaganny wygląd. Swoim zachowaniem zaskakiwał mnie codziennie. Faktem jest to, że oprócz swojego egoizmu, potrafi okazywać współczucie i troskę. Przynajmniej tak mi się wydawało, na podstawie jego zachowania wobec mnie. Ma bardzo trudny charakter, ale nie jest nie do złamania. Weźmy za przykład jego sytuację z Liamem. Upierał się, że nienawidzi go z całego serca, ale musiał z nim ustalić termin na wykonanie tatuażu. Podczas jego wizyty w salonie, rozmawiali całkiem normalnie. Wybaczył mu? Szczerze wątpię. Chyba stwierdził, że warto dojść do najmniejszego porozumienia, skoro chciał, żebym to ja wykonała ten jego głupi tatuaż.
            Byłam cholernie ciekawa, co znaczył. Wiedziałam, że każda jego dziara była dla niego w jakiś sposób ważna. Miał wytatuowany numer z castingu do X-Factora, podobiznę Perrie, imię zmarłego dziadka... mogłabym wymieniać dalej, ale po co?
            Chyba przysnęłam, bo gdy otworzyłam oczy, zegarek wskazywał kilkanaście minut po północy. Zimna herbata stała nieruszona na  biurku, dżinsy mnie uwierały, a gruba bluza dusiła. Z jękiem na ustach podniosłam się, by się przebrać. Przy okazji wyłączyłam głośną muzykę, wciąż dudniącą z laptopa. Szybko przebrałam się w spodenki i top, zgarnęłam kubek, i wyszłam na ciemny korytarz. W całym domu panowała grobowa cisza. Czyżby chłopaków nie było? Na palcach zeszłam na dół, ale nie zapaliłam żadnego światła. Nie chciałam nikogo obudzić. Pstryknęłam włącznik dopiero kiedy weszłam do kuchni. Wylałam herbatę do zlewu, a kubek wstawiłam do zmywarki.
-Czemu nie śpisz? - prawie podskoczyłam, gdy usłyszałam głos Nialla za sobą.
-Nie wiem. - szepnęłam. Usiadłam na krzesełku i popatrzyłam na blondyna. - A ty?
-Jestem głodny. - wzruszył ramionami, a ja parsknęłam śmiechem.
            Kto jak kto, ale Horan wiedział, jak poprawić humor. Był beztroskim optymistą z wesołym podejściem do życia. Wszystkich zarażał swoim uśmiechem, w jego towarzystwie nie dało się siedzieć ze zwieszoną głową. Przyglądałam mu się, kiedy robił sobie talerz kanapek, tańcząc przy tym. On nawet najzwyklejszą, codzienną czynność potrafił zmienić we wspomnienie, tkwiące w głowie do końca życia.
-Wszystko w porządku słońce? - zerknął na mnie podejrzliwie. Uśmiechnęłam sie blado.
-Gdyby było w porządku, nie błąkałabym się po domu o tej porze. - zaśmiałam się gorzko. Tylko czy miałam ochotę mu o tym teraz opowiadać?
-Chcesz o tym pogadać? - objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego barku. Westchnęłam.
-Sama nie wiem, Niall. Mam taki mętlik w głowie, już na prawdę nie mam pojęcia co mam o tym wszystkim myśleć. To chyba przez leki. Czuję się otumaniona, nie mogę zebrać myśli... - jęknęłam cicho i schowałam twarz w dłonie.
-Spokojnie Kira. Jeśli chcesz, to wciąż mam tamtego Redbreasta. Możemy pomilczeć, tak po przyjacielsku. - zachichotał, na co odpowiedziałam mu lekkim kuksańcem.

            Siedzieliśmy we dwójkę na podłodze w moim pokoju, popijaliśmy whisky i śmieliśmy się z filmików na youtube. Niall, tak jak obiecał, nie wypytywał o nic. Chyba za to tak bardzo go lubiłam. Nie wtrącał się, cierpliwie czekał, aż będę gotowa wyrzucić z siebie to, co leżało gdzieś głęboko w środku. Wiedziałam, że umie słuchać, że nie będzie mnie osądzał i nikomu się nie wygada. Problem tkwił w tym, że najpierw musiałam przyznać przed sobą, co czuję, a dopiero później komuś o tym opowiadać. Co czułam? Ha, dobre pytanie! Gdy tylko pomyślałam o możliwościach, z mojego gardła wydobył się cichy jęk.
-Skarbie, co się stało? - blondyn wyrwał mnie z rozmyśleń. Pokręciłam głową. - Wiem, że coś cię gryzie. Mam pomysł. Musisz się stąd wyrwać. Poleć ze mną do Mullingar. Tylko na kilka dni. Myślę, że oderwanie od rzeczywistości dobrze ci zrobi.
-Przepraszam Niall, ale obiecałam Lou, że będę spędzała z nim więcej czasu. Wyjazd w tym nie pomoże. Poza tym, nie mogę uciekać od problemu..
-To wyjedźmy gdzieś wszyscy razem! - klasnął w dłonie. - Vic i Felix mogli by jechać z nami, gdybyś chciała. Pojechalibyśmy gdzieś, gdzie teraz jest upalne lato, co ty na to Kira?
            Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że to naprawdę świetny pomysł. Wyrwalibyśmy się z szarego Londynu, może Louis zabrałby ze sobą Harry'ego.
-Niall, a mogłabym zaprosić Liama? On naprawdę chciałby odzyskać swoich przyjaciół... - zacisnęłam usta w wąską linię i czekałam na odpowiedź. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, wciąż szeroko się uśmiechał.
-Wiesz.. Mi by to nie przeszkadzało, nawet ostatnio z nim rozmawiałem. Myślę, że Lou też nie miałby nic przeciwko. Chodzi o Zayna, chyba wiesz co się kiedyś stało. Chcesz to mogę z nim pogadać. - wzruszył ramionami, a ja pokręciłam głową.
-Załatwię to sama. - ziewnęłam szeroko. W tym samym momencie Horan wyłączył laptopa i wstał.
-Idź spać, słońce. Pogadamy rano. - posłał mi ostatni uśmiech i wyszedł, cicho zatrzaskując drzwi.

            Siedziałam po turecku na puchowym, białym dywanie, jeszcze jakiś czas. Zastanawiałam się nad... nad wszystkim, właściwie. Dlaczego to akurat nie mógł być Niall? Dlaczego to nie on pierwszy zaprosił mnie na randkę? Dlaczego to nie on pierwszy mnie pocałował? Dlaczego to nie w jego towarzystwie trzęsłam się jak osika i zapominałam języka w gębie? Ugh, Kira, jesteś beznadziejna. Dlaczego mi nic nigdy nie wychodzi? Począwszy od bycia niechcianym dzieckiem. Kilka razy słyszałam jak Jay, moja matka, mówiła, że jestem wpadką. Po rozwodzie z moim biologicznym ojcem, musiała się złamać, spotkali się, pewnie uprawiali niezobowiązujący seks i stąd się wzięłam ja. Byłam tylko ogromnie ciekawa dlaczego Mark jej nie zostawił, skoro go zdradziła.
            Zastanawiałam się też gdzie, kiedy i na ile, moglibyśmy wyjechać. W Anglii mamy styczeń, więc Australia byłaby dobrym miejscem. Smażyłabym się na plaży, kąpała w oceanie, może nawet zobaczyłabym kilka kangurów. Tak, Australia to zdecydowanie dobry wybór.
            Bałam się spytać Zayna o Liama. Bałam się jak zareaguje. Bałam się jego gniewu. Bałam się jego ciemniejących oczu i napiętych mięśni. Wiem, że nic by mi nie zrobił, po prostu był zbyt przerażający.
            Myślałam jeszcze o kilku rzeczach, ale sama nie wiem kiedy, zamknęłam oczy i zasnęłam na dywanie.

-Obudź się, muszę z tobą pogadać.
            Szturchnęłam Zayna po raz kolejny, ale on dalej nie otworzył oczu. Jęknęłam cicho. Dochodziła jedenasta, a on ciągle spał.
            Odsłoniłam rolety, żeby wpuścić do jego pokoju trochę światła. Dzisiejszy poranek był ładny, słońce mocno świeciło, nie padał deszcz, śniegu też nie było widać.
-No wstawaj śpiochu! - próbowałam odkryć go, ale trzymał róg kołdry w zaciśniętej pięści.
            Usiadłam na łóżku i po raz setny zaczęłam dźgać go palcem w ramię. Dalej nic. Wsunęłam dłonie pod ciepłe okrycie i zaczęłam łaskotać go po żebrach. Zaczął się niespokojnie ruszać. Nachyliłam się nad jego uchem.
-Dalej, Zee, pobudka. - szepnęłam, trącając nosem jego policzek. Czułam się co najmniej dziwnie.
            Zdałam sobie sprawę, że prawą dłonią głaszczę go po klatce piersiowej. Automatycznie cofnęłam rękę i odsunęłam się na koniec łóżka. Poczekam, aż sam się obudzi.
            Po pięciu minutach stwierdziłam, że to bez sensu. Przecież on śpi jak kamień! Ostatni raz dotknęłam palcem jego ramienia. Poczułam silny uścisk na nadgarstku.
-Możesz mnie nie molestować, kiedy śpię? - zadrżałam, gdy usłyszałam jego ochrypnięty głos.
-J-ja.. chciałam cię tylko obudzić. - powiedziałam i spróbowałam wyrwać swoją rękę. Niestety mi się to nie udało.
-Co jest tak ważne, by budzić mnie o świcie? - mruknął i naciągnął sobie kołdrę na twarz. Urocze.
-Bo wiesz... ja... zastanawiałam się... - kurwa. Jak ja się mam go o to spytać? Westchnęłam. - Wpadliśmy z Niallem na pewien pomysł. Moglibyśmy pojechać gdzieś na wakacje. Co o tym myślisz?
-Wakacje? W styczniu? - popatrzył na mnie z uniesioną brwią. Pokiwałam głową.
-Pojechalibyśmy do Australii, tam jest ciepło. - wzruszyłam ramionami. - Zabralibyśmy Vic i Feliksa. Może Waliyha chciałaby jechać? I chciałabym zaprosić Liama. - zacisnęłam usta w wąską kreskę.
            Jego spojrzenie uległo diametralnej zmianie. Kawowe tęczówki stały się niemal czarne. Mocniej zacisnął swoją dłoń na moim nadgarstku. Mogłabym przysiąc, że usłyszałam  jak warknął gardłowo. Chciałam zabrać swoją rękę, ale tylko wzmocnił uścisk.
-Zayn, to boli... - szepnęłam, ale on zdawał się tego nie słyszeć. Szarpnęłam się. - Zayn, puść mnie!
            Rozluźnił rękę, więc cofnęłam swoją i wstałam z łóżka. Rzucił mi nienawistne spojrzenie, zrozumiałam, że mam wyjść. Westchnęłam, łapiąc za klamkę.
-Tak naprawdę nie muszę cię pytać o zdanie. Myślałam, ze tak będzie po prostu miło. Zawsze możesz nie jechać.
            Trzasnęłam za sobą drzwiami. Przecież doskonale wiedziałam, że się nie zgodzi, więc po co tam poszłam? Ugh, chyba będę musiała poprosić Nialla, żeby z nim porozmawiał. Zależało mi na tym, żeby Liam pojechał z nami. Jeszcze się o to postaram.


***
Jednak udało mi się wstawić rozdział dziś :> Co do następnego, nie mam pojęcia. 0% progresu, nie mam nawet zdania :c 
Przepraszam za ewentualne błędy, nie sprawdzałam rozdziału :)
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze i opinie. Jesteście świetne! ;*


Jeśli przeczytałeś rozdział, proszę skomentuj. To wiele dla mnie znaczy, a Ciebie nic nie kosztuje :)